sobota, 18 marca 2017

Recenzja - Havok - Conformicide

Havok - Conformicide

W ostatnim czasie doznaliśmy prawdziwego zalewu płyt thrash metalowych. Dotychczas działo się to głównie za sprawą klasyków gatunku, tym razem jednak mamy do czynienia z młodszymi muzykami, którzy pod koniec ubiegłego dziesięciolecia wyrośli na fali thrashowego revivalu. Cały gatunek dość szybko zapadł się pod wpływem porażającego braku pomysłów większości reprezentantów nurtu, a na scenie pozostali jedynie ci, którzy mieli do powiedzenia coś od siebie. Jednym z takich zespołów jest właśnie Havok.
Ich ostatnia płyta - "Unnatural Selection" niestety nosiła już znamiona zmęczenia materiału. Aby uniknąć oskarżeń o zjadanie własnego ogona czy odtwarzanie starych schematów, swoim nowym wydaniem musieli wykazać się dorzucając coś nowego. Na całe szczęście panowie potraktowali to zadanie poważnie i dzięki temu możemy usłyszeć kilka naprawdę ciekawych elementów.
Po pierwsze partie gitary basowej uległy widocznej poprawie. Choć w ich muzyce dolne rejestry nigdy nie były traktowane po macoszemu, to można odnieść wrażenie, iż dopiero pojawienie się w składzie Nicka Schendzielosa dało nam linie basu, na które zawsze czekaliśmy. Niskie motywy zyskały nieco więcej niezależności, odrywając się w wielu miejscach od gitar, by zaprezentować nowe, ciekawe melodie. Nagranie również przyjemnie utrzymuje zawsze balans, dzięki któremu możemy cieszyć się bez trudu tymi urozmaiceniami, a jednocześnie zgrabnie unika przesadzonego, głuchego podbicia niskich rejestrów.
Również riffy gitarowe nabrały więcej rumieńców. Wprawdzie wciąż poruszają się głównie w stylistyce tradycyjnego thrashu, lecz skrzętnie unikają typowych dla gatunku prostych zapychaczy. Zagrywki napisano z pomysłem, a ich różnorodność sprawia, iż zespół miejscami ociera się o kategorie progresywy, czy gatunków technicznych. Dopuszczając się kilku drobnych zabaw z efektami gitarowymi muzycy wprowadzili również nieco bardzo przyjemnej różnorodności. Wciąż nie jest to poziom Vektora, jednak słychać, iż panowie nie zadowolili się najprostszymi schematami, starając się dodać coś od siebie. Mniej "od siebie", lecz wciąż bardzo przyjemne są także widoczne inspiracje złotymi latami Megadeathu. Rozbudowane wstępy, połączone z wcześniej wspomnianymi widocznymi partiami basu, gitarami przywołującymi na myśl duet Mustaine - Friedman, oraz znajomo brzmiącymi, lekko skrzekliwymi wokalami sprawiają, że od porównań z tym członkiem wielkiej czwórki nie da się uciec (szczególnie da się to odczuć już w rozpoczynającym album "F.P.C." czy kończącym "Circling The Drain"). Przede wszystkim jednak w każdej kompozycji znajdziemy przynajmniej jeden świetny riff, który będzie w stanie zakorzenić się nam bez problemu w pamięci. Jedynym większym zastrzeżeniem może być fakt, iż niestety panom zdarza się czasem nieco zbyt długo zatrzymać na pojedynczym motywie ("Intention To Decieve"), aczkolwiek nie zdarza się to tak często.
Również perkusja nie zostaje w tyle zabawiając nas nabiciami, które zdecydowanie nie idą po linii najmniejszego oporu. Choć Testament wciąż jest w tej kwestii niepokonany, to Havok jest jedynie krok za nim rzucając nam interesujące przejścia, wzory rytmiczne a także nie zapętlając prostych zagrań.
Na "Conformicide" panowie naprawdę dali z siebie wszystko. Ci, którym tak jak i mi, także spodobają się drobne eksperymenty oraz lekkie odejście od standardowej prostoty gatunku z pewnością uznają ten album za najlepszy w dorobku zespołu. Znów okazało się, iż wielcy thrashowi klasycy nie mogą spać spokojnie, gdyż nowe pokolenie odnajduje się w tej konwencji równie dobrze co oni.

8,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza