niedziela, 12 marca 2017

Recenzja - Persefone - Aathma

Persefone - Aathma

Choć wielu ludziom maleńkie księstwo Andory kojarzy się ewentualnie z nazwy, to ci, którym nie jest obca twórczość Persefone z pewnością wiedzą, że jeśli liczyć ilość świetnego progresywnego death metalu per capita to ten niewielki kraj może rzucić w tej dziedzinie wyzwanie nawet skandynawskim potęgom. Poprzednie dzieła tych panów zawsze zachwycały niesamowitym bogactwem oraz rozbudowanymi kompozycjami, zatem przed ich najnowszą płytą stało jedynie zadanie utrzymania tego niezwykle wysokiego poziomu.
"Aathma" kontynuuje wszystkie najlepsze tradycje zespołu. Monumentalne utwory jak zwykle zachwycają imponującymi technicznie, kreatywnymi zagrywkami gitarowymi, nieszablonowymi nabiciami perkusyjnymi, skrajnymi zmianami nastrojów oraz niesamowicie szeroką paletą brzmień. Znajdziemy tu wszystko czego tylko moglibyśmy oczekiwać. Rozłożyste pasaże przeplatają się z zabawami rytmem, piękne czyste wokale przechodzą w potężne growle, a wszystko to dzieje się na tle przestrzennych, chłodnych dźwięków keyboardu, orkiestry, czy elektroniki. Do tej mieszanki wchodzą jeszcze  intrygujące efekty gitarowe, solówki (także klawiszowe), skoki stylistyczne, a nawet żeński śpiew. Swego głosu (jak zwykle w swojej modyfikowanej, odrealnionej formie) użyczył także Paul Masvidal z Cynic, dzięki czemu utwory na których się pojawia zyskały dość osobliwy charakter.
Wszystko to zostało połączone w niezwykle fachowym stylu. Wszystkie kompozycje to niepowtarzalne, ekscytujące dzieła, które płynnie przechodzą pomiędzy skrajnymi nastrojami nie strasząc słuchaczy gwałtownymi zmianami, a raczej łącząc je tak, aby całość zachowywała wyraźny ciąg logiczny. Płyta potrafi kołysać nas delikatnymi dźwiękami pianina czy oczarowywać symfonicznym bogactwem, by za chwilę przenieść nas w świat death metalowej potęgi i dysonansu lub zaskoczyć nas nieprzewidywalnym zwrotem akcji. Kompozytorzy nie poszli na łatwiznę, nie powtarzając żadnego motywu niepotrzebnie, ani nie polegając na utartych schematach. "Aathma" to przykład wielkiego talentu kompozytorskiego, który przemówi do każdego fana ostrej, nowoczesnej progresywy. Jedynym zarzutem jaki można tu wymyślić jest brak większych postępów względem "Spiritual Migration", lecz wynika to z faktu, iż w tym momencie niewiele pozostało już do dodania.
Kolejnym atutem jest przejrzyste, a za razem przestrzenne nagranie, dzięki któremu nawet w momentach, w których partie upakowano bardzo gęsto obok siebie nie stają się nieprzejrzystym bałaganem, a o to nie byłoby trudno. Wszystkie smaczki da się tu wyłapać bez trudu, a brzmienie otwiera przestrzeń, w której zabłysnąć mogą wszystkie, nawet najbardziej delikatne elementy tła. Problemem może być jedynie dynamika, bowiem przy większych skokach natężenia album potrafi nieco zostać w tyle, aczkolwiek te nie zdarzają się tak często.
Ci, którzy z Persefone nie mieli jeszcze do czynienia otrzymali właśnie świetny pretekst, by nadrobić tę zaległość. Jest to jeden z najlepszych zespołów w swoim gatunku i należy mu się zdecydowanie więcej uwagi, niż dostaje w tym momencie. Mamy tu do czynienia z progresywą na najwyższym poziomie. Dla fanów gatunku jest to pozycja obowiązkowa, a dla pozostałych okazja by dołączyć do tej pierwszej grupy.

9,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza