niedziela, 5 marca 2017

Recenzja - Within The Ruins - Halfway Human

Within The Ruins - Halfway Human

W niektórych środowiskach z jakichś względów panuje przekonanie, iż jakość płyty jest odwrotnie proporcjonalna do ilości szlifów, jakie nadano nagraniu w studiu. Panowie z Within The Ruins udowodnili, że zależność ta nie jest tak prosta, wspinając się na sam szczyt sceny progresywnego metalcote'u jednocześnie prezentując dokładnie odwrotne podejście. Choć z tego powodu ich muzyka zyskała niepowtarzalny charakter, a twórcy mogli dalej spokojnie odcinać kupony od swojej formuły, to pisząc swoje nowe dzieło stwierdzili, że to już najwyższy czas by poszerzyć horyzonty.
Dzięki obklejaniu gitary niesamowitymi ilościami efektów, nieludzkim umiejętnościom obsługi kill-switcha czy przerzucaniu poszczególnych nut pomiędzy kanałami nie dało się pomylić tego zespołu z żadnym innym. Na "Halfway Human" chwyty te nie stanowią jednak głównej osi kompozycji, jak miało to miejsce na "Elite" czy "Phenomena". Twórcy stonowali momentami swoje zapędy w tej materii dając więcej miejsca na bardziej organiczne, klasyczne, wirtuozerskie popisy gitarowe. Oczywiście połowa solówek wciąż przypomina bardziej dźwięki keyboardu, niż gitary, lecz nie ma tu powtórki z "Clockwork", gdzie od połowy pojawiały się jedynie dźwięki nieosiągalne w sposób naturalny. Sekcja rytmiczna jednak wciąż przypomina niezwykle precyzyjną pracę zegara atomowego połączoną z furią podwójnej stopy - ukochanego elementu każdego zespołu, który lubi się popisywać.
Należy też wspomnieć o największej zmianie, która z pewnością wywoła wiele kontrowersji i podzieli fanów. Na "Halfway Human" usłyszymy czyste wokale. Ci, którzy uważają naturalne brzmienie ludzkiego głosu za największego raka na zdrowym organizmie metalu prawdopodobnie, zupełnie niepotrzebnie, odwrócą się w tym momencie do zespołu plecami. Nowy basista - Paolo Galang spisał się bardzo przyzwoicie zajmując także miejsce za mikrofonem. Jego występy są sporadyczne i raczej sprowadzają się do roli chórków, lecz dysponuje przyjemną barwą i nie śpiewa pod dźwiękiem. Nie ma tu mowy o łagodzeniu brzmienia, upraszczaniu utworów, czy dostosowywaniu się do poziomu masowego odbiorcy, jest to narzędzie, które wzbogaca twórczość zespołu i zostało umiejętnie zastosowane.
Nagranie, standardowo jest tu do bólu precyzyjne i doszlifowane. Magia studia tworzy tę płytę w równym stopniu, co dowolny instrument, jednak panowie nie stosują jej by zatuszować własne niedoskonałości, a raczej sięgają po wszelkie dostępne im środki, które mogą wzbogacać ich brzmienie nawet jeśli oznacza to kompletne zaprzeczenie filozofii wielu twórców ze świata ekstremalnego metalu.
Within The Ruins zdecydowali się tu na dość ryzykowne podejście, czym mi osobiście bardzo zaimponowali. Dzięki kilku ciekawym zmianom skutecznie odświeżyli swoje brzmienie, choć z pewnością będzie kosztowało ich to kilku fanów. Jednak sam rdzeń, dzięki któremu tych panów słucha się z taką przyjemnością - niebanalne kompozycje oraz niesamowite popisy wykonawcze, pozostał bez zmian. Choć dopiero zaczyna się marzec, to już mogę stwierdzić bez śladu zwątpienia, że będzie to jeden z najlepszych albumów tego roku.

9,5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza